- No, towarzyszu, oto Źródła Shinzen!- oznajmiła radośnie Meredith.
Rozejrzałem się dookoła. Mała polanka, na której się znajdowaliśmy, wyglądała, jakby nikt tu nie zaglądał od wieków. Trawy rosły tu wysoko, a skały pokrywał delikatny mech. Całe to miejsce okalała dziwna, tajemnicza atmosfera. Zaś na środku łączki dostrzegłem... gorące źródła!
Skoczyłem natychmiast do wody. Uczucie było doprawdy wspaniałe. Meredith dołączyła do mnie chwilę później. Chciałem zawołać też Aquarias, ale ta ledwo gdy się pojawiła, zaczęła na mnie wrzeszczeć, bym nie przyzywał jej ot tak, dla zabawy i że przerwałem jej bardzo ważne spotkanie. Pomarudziła jeszcze jakiś czas i zniknęła w rozbłysku złotego światła.
- No trudno- mruknąłem, zastanawiając się z kim Aquarias mogła być na spotkaniu.
- Może teraz gdzieś się przejdziemy?- zaproponowała Mei, wyrywając mnie z rozmyślań.
Pokiwałem twierdząco łbem.
- Tylko jak ja... wyjdę?- zapytałem nagle.- Przecież ostatnio się... no wiesz...
Wadera wyglądała, jakby ledwo co powstrzymywała się od śmiechu.
- Pójdziesz pierwszy, a jak coś, będę cię pchać- wyjaśniła.
Podszedłem do otworu i zacząłem przeciskać się na drugą stronę, zaś Mei pomagała mi z całych sił (dosłownie). W końcu stanąłem przy Wodospadzie Mizu, a wilczyca dołączyła do mnie po kilku sekundach.
- Więc gdzie idziemy?- zapytałem z szerokim uśmiechem.
- Przed siebie, Tosiek!
- Racja, na poszukiwanie przygody!
Nagle poczułem na nosie coś mokrego. Zamrugałem szybko oczami... I w tym samym momencie zaczęła się ulewa. W oddali słychać było grzmoty, a co kilka sekund zachmurzone niebo przecinała błyskawica. Razem z waderą rzuciliśmy się biegiem w poszukiwaniu schronienia. Deszcz utrudniał pole widzenia, przez co ledwo unikaliśmy zderzenia z drzewem czy skałami, ale w którą stronę podążaliśmy, nie miałem pojęcia. Potem znaleźliśmy się na jakiejś polanie, a następnie wbiegliśmy między drzewa, w których znaleźliśmy schronienie.
Skuliliśmy się tam i czekaliśmy, aż przejdzie burza. Po kilku minutach usłyszałem ciche chrapanie Mei i już w chwilę później sam oddałem się w objęcia snu...
Pierwsze promienie słońca zaczęły drażnić moje oczy. Zamrugałem kilka razy powiekami i głośno ziewnąłem. Mei również się obudziła. Odskoczyliśmy od siebie, nieco zakłopotani. Ale większe zaskoczenie czekało nas, kiedy rozejrzeliśmy się dookoła. Drzewa pokrywały różowe kwiaty wiśni, zaś dookoła roznosił się delikatny zapach wiosny- a przecież mamy jesień!
- Gdzie my jesteśmy?- zapytałem ze zdziwieniem.
- W-w Alei Zakochanych- wyjąkała Mei.
Zacząłem się głośno śmiać. Czeka nas niezła przygoda.
< Meredith? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz