sobota, 5 września 2015

Od Mavis CD Vincent

Kiedy opuściłam jaskinię, odetchnęłam z ulgą. Nie chodziło o to, że towarzystwo Vincenta mi ciążyło, ale zaczęłam się obawiać, że będzie chciał się dowiedzieć więcej. Mówienie o Cruelu naprawdę było dla mnie ciężkie. Ale cóż... zabił mi rodziców. Osierocił mnie, a teraz chce mnie zabić. Przyjemniaczek z niego. A ja naprawdę nie wiedziałam o nim zbyt wiele. Tyle na pewno co widziałam w wizjach, tyle co opowiedział mi Elfias oraz to, czego dowiedziałam się wczoraj. Wczorajszy dzień. To był jeden z najgorszych dni w moim życiu. Kto by pomyślał, że w tamtej chwili, gdy walczyliśmy z Cruelem w jaskini, Śmierć czaiła się w progu, gotowa zgarnąć żniwo? Dreszcz przeszedł mnie na samą myśl o tych gadzich oczach Cruela. A potem pomyślałam o tym, jak Vincent przyszedł mi pomóc. Doceniałam to, nawet bardzo. Niewiele osób zdecydowałoby się na walkę z Cruelem gdyby wiedziało jaki jest straszny. A Vincent wiedział. Mówiłam mu o tym kilka razy. Ale nie sądziłam, że ta walka wydarzy się tak szybko. Tak bardzo chciałam, żeby Cruel dał mi spokój... ale przecież to niemożliwe. On chce mnie zabić. Zanim się zorientowałam, doszłam nad Mizu no Yume. Rozejrzałam się i usiadłam, wpatrując się tępo w powierzchnię wody. Wiedziałam, że powinnam szukać zwierzyny, ale nic mi się nie chciało. Wpatrywałam się w swoje oczy odbite w wodzie. Byłam smutna i przybita. Bardziej wyczytałam to właśnie ze swoich oczu ni żeby z tego jak się zachowywałam. Nagle usłyszałam jakiś szelest. Zaczęłam strzyc uszami, ale nie podniosłam łba. Kiedy szelest nie powtórzył się, westchnęłam. Minuty ciągnęły się strasznie długo, po chwili zamieniły się w pół godziny bezczynnego siedzenia. Otrząsnęłam się. Vincent był głodny, musiałam coś upolować. Ale kiedy tylko wstałam, poczułam jak się przewracam. Naprawdę, wszystko dzisiaj musi być takie trudne? Nawet wstanie stało się dla mnie wyzwaniem? Rozejrzałam się, szukając przyczyny mojego upadku. Myślałam, że to jakiś niezauważony przeze mnie korzeń. Ale nie. Czułam na sobie coś niezwykle ciężkiego, coś co utrudniało mi oddychanie. Po chwili dostrzegłam różowe futro. Ze zdziwieniem zrzuciłam z siebie basiora pokrytego takim właśnie włosiem. Potrząsnęłam łbem, myśląc, że to był przypadek. Ale kiedy odwróciłam się z zamiarem odejścia, poczułam jak wilk łapie mnie za ogon. Odwróciłam się natychmiast, wyrywając ogon z łap nieznajomego i warcząc groźnie. Warknęłam dość ostrzej niż się spodziewałam:
- Nie tykaj ogona! Czego chcesz!? 
 Nieznajomy różowy patrzył na mnie ze złością. Jego różowa sierść doprowadzała mnie do ciągłego zwijania się w celu maskowania śmiechu. Trzy balony na jego udzie były wprost komiczne.
- Ty jesteś Mavis? - mruknął ze złowieszczym błyskiem w oku, który przyprawił mnie o kolejną cichą salwę niekontrolowanego śmiechu. 
 Uniosłam brew, potem łeb i na końcu ogon. Uśmiechnęłam się lekko i odparłam:
- Rozumiem. Bawimy się w zgadywanki, tak? Kim jesteś? - dodałam groźnie.
- Pinki Gay - tamten wyprostował się z dumą, a ja parsknęłam śmiechem. - W każdym razie - dodał, kiedy zobaczył moją reakcję - trzymaj się z dala od Vincenta.
- To groźba? - poskładałam się natychmiast, wstając z ziemi, po której przed chwilą tarzałam się ze śmiechu. - Jeśli tak, to ją zignoruję. 
 Basior warknął coś i machnął ostrzegawczo ogonem. A potem odwrócił się i odbiegł, znikając pośród gęstych drzew. A kiedy zostałam sama, ogarnęło mnie dziwne poczucie strachu. I wtedy między drzewami dostrzegłam czarny kształt, który przyprawił mnie o nagłe mdłości. Nie było to nic co znałam, nie było to materialne. Jakby powietrze zabarwiło się, tworząc coś jeszcze lżejszego od chmury. I nagle zdałam sobie sprawę, że targają mną zimne dreszcze. Próbowałam się uspokoić, ale dziwny kształt się do mnie przybliżał. A im był bliżej, tym gorzej się czułam. Zaczęłam chyba popadać w depresję, gdy nagle tajemniczy kształt zniknął. Za plecami usłyszałam łagodny głos:
- Mavis? 
 To niewątpliwie był głos, który znałam. Ale nie potrafiłam sobie przypomnieć skąd. Odwróciłam niepewnie łeb i ujrzałam wysokiego, chudego chłopaka (człowieka) o czarnych jak węgiel włosach, bladej skórze i zielonych oczach. Miał na sobie obcisłe, szare dżinsy oraz czarny podkoszulek. Patrzył na mnie ciepło, ale się nie uśmiechał. Pokiwałam niepewnie głową. A potem chłopak przybrał wilczą postać. Nie zmienił się za bardzo - sierść miał czarną, oczy głębokie, zielone, i z pewnością był ode mnie wyższy. No i nadal był strasznie przystojny. Przechylił łeb na bok, jak zaciekawione szczenię i powiedział aksamitnym głosem ociekającym słodkością:
- Nie pamiętasz mnie? Przecież to tylko ja, Cam. 
 I wtedy wszystkie wspomnienia wpadły na mnie jak stado rozwścieczonych trolli. Zaczęłam sobie przypominać skąd go znam - przecież to syn Cruela. Elfias mi o nim mówił. I kiedyś go już zresztą spotkałam - był w wiosce tego dnia, gdy musiałam uciec. Teraz patrzył na mnie figlarnie, z zalotnym uśmiechem na pysku. Pokręciłam łbem, patrząc na niego podejrzliwie. A potem spytałam, cofając się o pół kroku:
- Co tu robisz? Zapomniałeś jak skończyło się nasze poprzednie spotkanie?
- Nie... - przeciągnął to słowo w bardzo kuszący sposób. - Nie zapomniałem. Wtedy właśnie mój ojciec nasłał na ciebie śmierciożerców.
- Och, taki drobny szczegół, prawda? - zmarszczyłam brwi. 
 Chciałam jeszcze coś dodać, gdy nagle na polanę wpadł Vincent. Był zdyszany i widocznie zmęczony. Kiedy zobaczył mnie w towarzystwie Cama, zamrugał szybko. A potem zwrócił się do mnie:
- Myślałem, że coś ci się stało. Bardzo długo cię nie było.
- Przepraszam, nie chciałam, żeby to się tak przeciągnęło - odparłam, a potem kątem oka spostrzegłam, że szmaragdowe oczy Cama zamigotały. - To jest Cam. Syn Cruela.
- Słucham!? - wykrzyknął Vincent, nie kryjąc oburzenia. - Przecież...
- Moje towarzystwo może was zabić - wtrącił Cam przesłodzonym głosem. - Ale nie zamierzam do tego dopuścić. Widzicie... zbyt zależy mi na Mavis, żeby miała umrzeć. 
 Postawiłam ze zdziwieniem uszy. Od kiedy mu na mnie zależy? Zamrugałam szybko kilka razy, próbując poukładać fakty w głowie. A potem potrząsnęłam łbem i powiedziałam:
- Na pewno nie możemy tu zostać. Jesteśmy za bardzo na widoku. Pójdziemy do mojej jaskini i wyjaśnimy sobie co ty tu robisz, Cam - spojrzałam na niego lekko zdezorientowana. A kiedy to zrobiłam, moje spojrzenie zatrzymało się na jego szmaragdowych oczach. Te oczy były głębokie i kuszące, i, no cóż, nieco rozbrajające*. Chciałam przestać się w nie wpatrywać, ale nie mogłam. W końcu Vincent powiedział:
- A może po drodze coś upolujemy? 
 Jego głos wyrwał mnie z otępienia. Spuściłam wzrok z oczu Cama i mruknęłam:
- Tak, to dobry pomysł.
<Vincent?>
*Tekst pochodzi z książki "Upadli".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon
NewMooni
SOTT