Ruszyliśmy w stronę Wodospadu Mizu. Owszem, basior był wkurzający i
upierdliwy, ale także czarujący na swój sposób. Wiedział jak zaimponować
waderom. A przynajmniej, większości z nich. Ja należałam do
mniejszości. Chociaż prezent od Zuko był śliczny, ale to przecież
basior. Mnie nie interesują żadne związki. Przyspieszyłam nieco kroku.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Plusk wody z wodospadu zawsze mi
się podobał. Usiadłam wsłuchując się w wodę, szum wiatru i szept liści.
Zuko usiadł obok, wpatrując się w swoje odbicie w wodzie. A potem
spojrzał na moje i powiedział:
- Ładna jesteś, wiesz?
Zarumieniłam się ze złości, ale nie odezwałam się. Dopiero po dwóch minutach spytałam:
- Mówisz to wszystkim waderom, tak?
- Tylko tym co na to zasługują - odparł, uśmiechając się.
Zmrużyłam oczy i odwróciłam od niego łeb.
- To znaczy, że w Twoim życiu nie ma tej jednej - zerknęłam na niego. -
Tej niepowtarzalnej, idealnej i najwspanialszej. To źle.
- A ty masz kogoś takiego w swoim życiu, Amfitryto? - uniósł brew.
- Nie - odparłam po chwilowej pauzie. - Na razie nie.
- A zatem jest nadzieja, co?
- Lepiej nie posuwaj się za daleko, bo niechybnie skończysz... -
uśmiechnęłam się złośliwie i wrzuciłam go do wody - w wodzie! -
dokończyłam.
Zuko wyjrzał z wody, patrząc na mnie z lekkim zaskoczeniem. A potem
spróbował mnie pociągnąć, ale mu się nie udało. Zanurzył się znowu w
wodzie, a potem wyskoczył z niej, ochlapując mnie. Spojrzałam na niego z
zażenowaniem.
- Wiesz może co to kultura? - spytałam jadowitym tonem, wytrzepując z sierści krople wody.
<Zuko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz