Obudziłem się, kręcąc gwałtownie łbem. Przez kilka sekund wydawało mi się, że ostatnia godzina była zaledwie snem. Szybko podskoczyłem, uświadomiwszy sobie kilka faktów. Zacząłem szukać medyczki, jednak ślad po niej zaginął. Spróbowałem wytropić ją, jednak tajemniczym sposobem zniknął również jej zapach. Pobiegłem przed siebie, wołając ją jak najgłośniej. Nie mogła przecież być bardzo daleko!
*Dwie godziny później*
Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu. Im bardziej biegłem na północ, tym silniejsze było uczucie, że zbliżam się do ,,czegoś"- nie wiedziałem, o co chodzi, ale czułem, że jest to coś bardzo ważnego. Na niebie coraz wyraźniej dostrzegałem oznaki nadchodzącej burzy, jednak postanowiłem nie wracać do watahy bez Mei. Jeśli coś się jej stanie, to będzie moja wina!Wbiegłem na wzgórze, skąd rozpościerał się niezwykły widok: z północnej strony był las, porośnięty grubymi i mocnymi drzewami, natomiast od południa dostrzegłem pobojowisko. Wszędzie widziałem kości, ślady walk, połamane konary... Oba tereny oddzielała Mizu no Yume, płynąca tu wartko, kto tylko spróbowałby przez nią przejść, rychło by utonął. To wzgórze było jedynym miejscem, przez które można było przejść na drugą stronę...
Nagle wróciły wspomnienia: przecież ja tu byłem! To moja dawna wataha, a to wzgórze to miejsce, gdzie spotykałem się codziennie z Mei. Byliśmy z dwóch skłóconych watah, oddzielonych od siebie Mizu no Yume, dlatego pilnowaliśmy, aby nikt się nie dowiedział o naszej przyjaźni. A może nawet czymś więcej? Nagle poczułem, jak z mojego oka wypływa przezroczysta kropla i spada na ziemię. Wróciłem do mojego dawnego domu. Tu jest zakopana najważniejsza część mojej historii.
- Mei... Gdzie jesteś?!- krzyknąłem, a echo odbiło się, tworząc niezwykłe, zwielokrotnione głosy, cały czas powtarzające jedno słowo: Mei.
<Wybacz, że tak długo nie odpowiadałem. Gdzie się podziałaś, Mei?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz