Leżałem. Czułem, jak krew pulsuje mi z żyłach, słyszałem przyspieszone
tętno swojego serca. Nie miałem dość siły aby się poruszyć, bałem się
otworzyć oczy. Czy ja umarłem? Zginąłem na dnie, zanim Riki zdążyła
dopłynąć. Nie. Ja oddycham, moje serce bije. Nerwowo starałem się
odtworzyć w umyśle wspomnienia z ostatnich chwil, ale nic nie
przychodziło mi do głowy. Czułem się jak istota obudzona z głębokiego
snu, która jeszcze przez dłuższą chwilę nie może zorientować się co jest
rzeczywistością, a co miało miejsca tylko w umyśle. Musiało minąć
jeszcze trochę czasu zanim tępy ból głowy minął, a kiedy poczułem się w
miarę lepiej postanowiłem wziąść się w garść. Mimo, że leżenie tu i
czekanie na śmierć głodową wydawało się być całkiem dobrym pomysłem,
otworzyłem oczy. Pierwsze co dostrzegłem to kaskada pastelowych świateł,
która oślepiła moje przyzwyczajone do ciemności oczy. Odruchowo
zasłoniłem je łapą, ale gdy tylko poruszyłem kończyną spostrzegłem, że
coś się zmieniło. Nie miałem już futra, tylko skórę. Ręka dziwnie mi się
wydłużyła, a zamiast pazurów miałem... palce. To nie może być prawda. Z
trudem uniosłem się opierając na nowych kończynach żeby obejrzeć resztę
strat. Zamiast dolnych łap miałem nogi, ogon zniknął. Dotknąłem ręką
twarzy i odgarnąłem z czoła jedyną pozostałość po futrze, złote włosy.
Byłem człowiekiem. Zrozumiałem to, mimo że człowieka widziałem tylko
kilka razy w życiu. Chciałem wstać, żeby obejrzeć resztę nowej postaci,
ale nie byłem w stanie wyprostować nóg. Doczołgałem się więc tylko do
rzeki, która płynęła zaledwie metr odemnie i spojrzałem w fale.
Byłem kompletnie zagupiony i zszokowany. Co ja teraz mogę zrobić? Gdy
tylko wrócę do watahy rozszarpią mnie na strzępy, bo pomyślą że jestem
wrogiem. Ponownie zacząłem myśleć o popełnieniu samobójstwa, tym razem w
bardziej dopracowany sposób, choć zwyczajnie rzuciłbym się do morza. I
pewnie bym to zrobił, gdyby moich rozmyślań nie przerwał głos.
- Rasuto! Gdzie jesteś?! - ktoś wykrzykiwał moje imię
Rozejrzałem się wokół, a w tej samej chwili zza krzaków wyłoniła się
czyjaś postać. Stała przedemną młoda kobieta, na jej widok już nic nie
rozumiałem. Wyszczerzyłem kły i starałem się warknąć, jednak w ciele
człowieka wyglądało to tragicznie. Kobieta spojrzała na mnie ze
zdziwieniem.
- Rasuto? Ty też? - powiedziała po chwili
Przekręciłem głowę starając się domyślić skąd postać zna moje imię.
- To ja, Riki. Ja również... to są prezenty od Mizu, pamiętasz? - starała się ułożyć jakieś zdanie
Riki. A więc siedzimy w tym obaj. Odwróciłem głowę wściekle wpatrując się w wodę.
- Prezenty? Bardzo przydatne, oczywiście. Całe moje życie się zawaliło,
bo Patronce zachciało się je zmienić. Dziękujęmy bardzo, Mizu! -
warczałem w kierunku wody
- Co zamierzasz zrobić? - spytała Riki
- Nie jestem pewien, co wogóle możemy zrobić. Moglibyśmy poprosić
boginię, żeby zwróciła nam nasze dawne postacie. - rzuciłem po chwili
namysłu
- Jak chcesz ją znaleźć? - zapytała
- Z pewnością nie rzucę się ponownie w wodę mając nadzieję, że w
ostatniej chwili łaskawie uratuje mnie od śmierci. Myślisz, że bogowie
mają coś wspólnego z duszami? - powiedziałem w zadumie
Riki zaśmiała się i popatrzyła na mnie jak na wariata. Na jej twarzy
malowało się pytanie, o co mi właściwie może chodzić. Wzruszyłem
ramionami.
- Umiem... wywoływać dusze. To taka umięjętność. Wystarczy dać im tylko
ciało, przez które mogą przemówić. Jeśli spróbowałbym przywołać
boginię... myślisz, że to może się udać? - spytałem
Nie była pewna co do mojego pomysłu, widziałem to w jej oczach. Kiwnęła
jednak głową na znak że się zgadza, pewnie nie miała żadnego lepszego
pomysłu. Zaśmiałem się cicho, żeby choć trochę zmniejszyć stres, który
teraz odczuwałem. Spojrzałem na Riki i wskazałem ręką na ziemię.
Dziewczyna usiadła przedemną krzyżując nogi, ja także usiadłem w takiej
pozycji. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem jej w oczy.
- Spróbuję ją przywołać, a jeśli się uda przemówi przez moje ciało.
Pamiętaj jednak, że do ciebie należy rozmowa z nią, bo ja... nic nie
mogę zrobić. Stracę świadomość. Pamiętaj tylko, co ci powie, dobrze? To
chyba wszystko, co powinnać wiedzieć. - wyjaśniłem niemal jednym tchem
Riki była przerażona tym co słyszy, ale nie odezwała się. Zamknąłem oczy
biorąc oddech. Najtrudniejszą rzeczą było to, że trzeba się mocno
skupić. Prosiłem w duchu boginię, aby przemówiła. Chyba się udało, bo
poczułem nagłe ukłucie w sercu i mimo że miałem zamknięte oczy
zobaczyłem bardzo jasne światło. Poczułem się senny, a po chwili... już
nic nie czułem, ani nie widziałem.
<Riki?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz