Siedziałam na jednym z najwyższych znanych mi drzew, obserwując niebo.
Pewnie większość powie ,,Nie ma w nim nic ciekawego" , jednak gdy
zajdzie słońce a błękit ustąpi miejscu czerni, zaczynają pojawiać się
małe świecące punkciki, które wyglądają jak drobinki jakiegoś
drogocennego kamienia szlachetnego rozsypane na aksamit. W nocy wszyscy
przypatrują się niebu, które wcześniej uważali za nudne i nieciekawe.
Odetchnęłam pełną piersią wprowadzając do płuc chłodne, wilgotne
powietrze przepełnione zapachem jodeł, świerków, sosen i lekkiej nutki
zgnilizny. Wiatr delikatnie muskał swoimi dłońmi moje futro i wszystko
co napotkał na swojej drodze, wprawiając to w ruch. Wydawałoby się, iż
na dworze bez słońca będą panować egipskie ciemność, jednak nic z tych
rzeczy, ponieważ nad wszystkimi stworzeniami i przedmiotami górowało
inne ciało niebieskie. Srebrna tarcza księżyca oświetlała swym blaskiem
krainę spowitą mrokiem, jego promienie nie dorównywały jasności Słońcu,
dlatego nie budził on stworzeń pogrążonych w spokojnym śnie. Siedziałam
na grubej gałęzi, pozbawionej wszelkiego listowia, by nie spaść wbiłam
swe stępione pazury w chropowatą korę drzewa, wbijając się do twardego
drewna. Rozkoszowałam się ciszą, o którą trudno w dzień. Przyglądałam
się roziskrzone kopule rozmyślając o swojej przeszłości i przyszłości,
chociaż zadawałam wiele pytań, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Gdy
miałam zejść z drzewa i wrócić do swej jaskini, usłyszałam w głowie
cichy melodyjny głos, przypominający śpiew feniksa, przywracający
nadzieje, na leprze jutro:
-Czekaj-Na te słowa zatrzymałam się i rozejrzałam się dookoła poszukując
osoby która to wypowiedziała. Przybysz widząc moje zachowanie dodał
rozbawiony:
-Do góry-Gdy podniosłam pyszczek w kierunku który został mi wskazany,
zobaczyłam jak jedna z gwiazd lśni szkarłatem. Moja rozmówczyni lekko
zalśniła oznajmiając:
-Jeśli chcesz mogę, odpowiedzieć na wiele twoich pytać dotyczących
przeszłości- Gdy to usłyszałam potrząsnęłam entuzjastycznie głową
oznajmiając na głos, zapominając o tym iż wszyscy śpią:
-Tak proszę-Gdy to wypowiedziałam gwiazda oświetliła mnie swoim
czerwonym światłem, które zabarwiło moją sierść na kolor świeżej krwi.
Po chwili w powietrzu można było wyczuć smród spalenizny, zaraz po tym
gdy do moich nozdrzy wdarł się ten nie przyjemny zapach poczułam jak
cale moje ciało zaczyna boleśnie piec. Zamknęłam oczy, a po moich
policzkach skapnęły dwie srebrne łzy, które z sykiem wylądowały na moim
futrze, gdy krople wyparowały ból nagle ustał, a ja otworzyłam oczy
ciężko dysząc. Po paru minutach wstałam lekko się chwiejąc. Pierwsze co
zauważyłam były dłonie zamiast przednich łap. wstałam na dwie nogi
otrzepując się z wilgotnego błota i wysuszonych zbrązowiałych liści.
Podniosłam lekko oburzona wzrok i zapytałam z pretensją:
-I niby w czym ma mi to pomóc
-Do póki nie znajdziesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania,
zostaniesz pod postacią człowieka. Nie możesz używać swoich mocy ani
zmieniać się z powrotem w wilka. Teraz przeniosę cię do dobrze ci już
znane krainy ludzi-Po ostatnim słowie, ziemia pod moimi bosymi stopami
pękła, niczym lód. Zanim zdążyłam wykonać choćby najmniejszy ruch ziemia
zawaliła się pode mną, wciągając do swojego wnętrza. Przejście
zasklepiło się nade mną, pozbawiając jakiegokolwiek źródła światła.
Spadałam pogrążona w całkowitej ciemności zdana jedynie na siebie i
swoje zmysły. Tunel nie był za szeroki, dlatego próbowałam się zatrzymać
zahaczając dłońmi i stopami o skalne, postrzępione ściany, jednak
skończyło się to tylko zdartą skórą i złamaniem paznokci. Po paru
sekundach....minutach.....godzinach upadłam na coś miękkiego, by zaraz
po chwili wylądować na brukowanym chodniku. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam
górujące nade mną betonowe bloki i wieżowce. Po chwili wstałam i
otrzepałam się z nagromadzonego na drogach pyłu i brudu. Gdy to zrobiłam
zdałam sobie sprawę iż jestem ubrana w lnianą, fiołkową sukienkę,
sięgającą do kolan. Talia obwiązana była srebrnym płytowym paskiem,
który przypominał łuski ryby, na rąbku spódnicy wszystkie były fiołki.
Kwiaty zostały wykonane z materiału, jednak po mimo tego wyglądały
niczym prawdziwe. Na krótkich rękawach znajdowały się kropelki rosy,
która swym blaskiem przyćmiewała wszystkie kamienie szlachetne na tym
świecie. Spojrzałam na swoje ręce, na jednym z nich widniał wytatuowany
czarny wąż, który z otwartym pyskiem owinął się wokół nadgarstka, a na
drugiej widniała złota, prosta bransoletka, którą dostałam od Calipso,
to dzięki niej miałam na sobie tą sukienkę. Gdy usłyszałam wokół siebie
czyjeś rozmowy, podniosłam szybko głowę i rozejrzałam się zdziwiona.
Otoczona zostałam przez wianuszek ludzi, każdy ubrany w odzież zimową,
grubą i ciepłą . Na początku, nie wiedziałam o co im chodzi, jednak po
chwili gdy poczułam przenikliwie zimny wiatr na moich nagich ramionach
zrozumiałam, że chodzi im o mój ubiór. Zaczęłam drżeć z zimna, gdy jeden
z gapiów to zobaczył, zdjął swoją kurtkę i okrył mnie ją. Obcy
uśmiechnął się do mnie oznajmiając:
-Jestem Amon. A ty, jak masz na imię?
-Annabell-Przyjrzałam się uważnie chłopakowi. Był ode mnie wyższy o
głowę, kruczoczarne, krótko przystrzyżone włosy ukryte zostały pod
wełnianą czapką. Grzywka nachodziła przybyszowi na kasztanowe oczy, od
których biła życzliwość i dobroć. Chłopak był dobrze zbudowany, pod
wełnianym golfem, mogłam bardzo dobrze dostrzec zarys mięśni. Amon,
objął mnie delikatnie i poprowadził przez tłum do najbliższego sklepu.
Gdy znalazłam się w pomieszczeniu, poczułam przyjemne ciepło, przez co
na moją twarz sam wdarł się uśmiech. Spojrzałam na chłopaka i
oznajmiłam:
-Bardzo dziękuje-Obcy jednak nic nie powiedział, zamiast tego poprowadził mnie do wnętrza pomieszczenia, po czym oznajmił:
-Wybierz sobie coś-Zarumieniłam się lekko oznajmiając:
-Nie mogę cię narażać na koszty-Na twarzy Amona zagościł przyjacielski uśmiech. Chłopak odpowiedział przyjaźnie:
-Jak już ci tak zależy, oddasz mi pieniądze później. Na razie muszę się
tobą zająć, nie zostawię przecież samej dziewczyny, która została
napadnięta- Że...co? Nie komentowałam tego, tylko wybrałam sobie czarne
dżinsowe spodnie i fiołkowy wełniany sweter z wydzierganą białą śnieżką
na piersi. Jako buty miałam czarne botki na nie wysokim obcasie. Gdy
wyszłam z przymierzalni ubrana w nowy stój, Amon aż z wrażenia otworzył
buzie. Zawstydzona spuściłam wzrok, nie wiedziałam jaka moda panuje
między ludźmi, mogłam wyglądać głupio czy coś, jednak zamiast usłyszeć
kpinę czy żarty skierowane w mój gust usłyszałam ciche:
-Piękna-Podniosłam wzrok zdziwiona, na co mój towarzysz spojrzał w innym kierunku. Podeszłam do niego i oznajmiłam z uśmiechem:
-Bardzo dziękuje to co dla mnie robisz- Amon tylko mruknął coś w
odpowiedzi i ruszył ze mną do kasy, p odrodzę jeszcze ubrał mnie w
fioletowo granatowy płaszcz, z kapturem wyszytym białym futerkiem. Gdy
chłopak zapłacił wyszliśmy ze sklepu na zimny i mroźny dwór, jednak
dzięki nowo nabytym ubraniom nie odczuwałam tak minusowej temperatury.
Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą przez tłum,
zastanawiało mnie gdzie mnie prowadzi, jednak moje rozmyślania przerwało
podziwianie otaczających mnie budynków. Witryny w sklepach
przyozdobione były różnokolorowymi lampkami, reniferami i jakimś ubranym
na czerwono pulchnym facetem. Gdy za którymś razem mijaliśmy tą
nieznaną mi postać, zaparłam się nogami i zapytałam wskazując na
witrynę:
-Kto to?-Amon spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma pytając z niedowierzaniem:
-Na prawdę, nie wiesz kto to jest święty mikołaj?-Pokręciłam przecząco
głową, przeczuwając że powiedziałam coś bardzo niestosownego.
Czarnowłosy, zaczął ciągnąć mnie dalej oznajmiając:
-Później ci wyjaśnię- Po paru minutach weszliśmy do kolejnego
pomieszczenia, jednak w tym w porównaniu do wcześniejszego wyczuwało się
zapach wypieków i kawy
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz