sobota, 14 listopada 2015

Od Annabell Powrót na stare śmieci cz. I ,,Co tu tak zimno?!

Siedziałam na jednym z najwyższych znanych mi drzew, obserwując niebo. Pewnie większość powie ,,Nie ma w nim nic ciekawego" , jednak gdy zajdzie słońce a błękit ustąpi miejscu czerni, zaczynają pojawiać się małe świecące punkciki, które wyglądają jak drobinki jakiegoś drogocennego kamienia szlachetnego rozsypane na aksamit. W nocy wszyscy przypatrują się niebu, które wcześniej uważali za nudne i nieciekawe. Odetchnęłam pełną piersią wprowadzając do płuc chłodne, wilgotne powietrze przepełnione zapachem jodeł, świerków, sosen i lekkiej nutki zgnilizny. Wiatr delikatnie muskał swoimi dłońmi moje futro i wszystko co napotkał na swojej drodze, wprawiając to w ruch. Wydawałoby się, iż na dworze bez słońca będą panować egipskie ciemność, jednak nic z tych rzeczy, ponieważ nad wszystkimi stworzeniami i przedmiotami górowało inne ciało niebieskie. Srebrna tarcza księżyca oświetlała swym blaskiem krainę spowitą mrokiem, jego promienie nie dorównywały jasności Słońcu, dlatego nie budził on stworzeń pogrążonych w spokojnym śnie. Siedziałam na grubej gałęzi, pozbawionej wszelkiego listowia, by nie spaść wbiłam swe stępione pazury w chropowatą korę drzewa, wbijając się do twardego drewna. Rozkoszowałam się ciszą, o którą trudno w dzień. Przyglądałam się roziskrzone kopule rozmyślając o swojej przeszłości i przyszłości, chociaż zadawałam wiele pytań, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Gdy miałam zejść z drzewa i wrócić do swej jaskini, usłyszałam w głowie cichy melodyjny głos, przypominający śpiew feniksa, przywracający nadzieje, na leprze jutro:
-Czekaj-Na te słowa zatrzymałam się i rozejrzałam się dookoła poszukując osoby która to wypowiedziała. Przybysz widząc moje zachowanie dodał rozbawiony:
-Do góry-Gdy podniosłam pyszczek w kierunku który został mi wskazany, zobaczyłam jak jedna z gwiazd lśni szkarłatem. Moja rozmówczyni lekko zalśniła oznajmiając:
-Jeśli chcesz mogę, odpowiedzieć na wiele twoich pytać dotyczących przeszłości- Gdy to usłyszałam potrząsnęłam entuzjastycznie głową oznajmiając na głos, zapominając o tym iż wszyscy śpią:
-Tak proszę-Gdy to wypowiedziałam gwiazda oświetliła mnie swoim czerwonym światłem, które zabarwiło moją sierść na kolor świeżej krwi. Po chwili w powietrzu można było wyczuć smród spalenizny, zaraz po tym gdy do moich nozdrzy wdarł się ten nie przyjemny zapach poczułam jak cale moje ciało zaczyna boleśnie piec. Zamknęłam oczy, a po moich policzkach skapnęły dwie srebrne łzy, które z sykiem wylądowały na moim futrze, gdy krople wyparowały ból nagle ustał, a ja otworzyłam oczy ciężko dysząc. Po paru minutach wstałam lekko się chwiejąc. Pierwsze co zauważyłam były dłonie zamiast przednich łap. wstałam na dwie nogi otrzepując się z wilgotnego błota i wysuszonych zbrązowiałych liści. Podniosłam lekko oburzona wzrok i zapytałam z pretensją:
-I niby w czym ma mi to pomóc
-Do póki nie znajdziesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, zostaniesz pod postacią człowieka. Nie możesz używać swoich mocy ani zmieniać się z powrotem w wilka. Teraz przeniosę cię do dobrze ci już znane krainy ludzi-Po ostatnim słowie, ziemia pod moimi bosymi stopami pękła, niczym lód. Zanim zdążyłam wykonać choćby najmniejszy ruch ziemia zawaliła się pode mną, wciągając do swojego wnętrza. Przejście zasklepiło się nade mną, pozbawiając jakiegokolwiek źródła światła. Spadałam pogrążona w całkowitej ciemności zdana jedynie na siebie i swoje zmysły. Tunel nie był za szeroki, dlatego próbowałam się zatrzymać zahaczając dłońmi i stopami o skalne, postrzępione ściany, jednak skończyło się to tylko zdartą skórą i złamaniem paznokci. Po paru sekundach....minutach.....godzinach upadłam na coś miękkiego, by zaraz po chwili wylądować na brukowanym chodniku. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam górujące nade mną betonowe bloki i wieżowce. Po chwili wstałam i otrzepałam się z nagromadzonego na drogach pyłu i brudu. Gdy to zrobiłam zdałam sobie sprawę iż jestem ubrana w lnianą, fiołkową sukienkę, sięgającą do kolan. Talia obwiązana była srebrnym płytowym paskiem, który przypominał łuski ryby, na rąbku spódnicy wszystkie były fiołki. Kwiaty zostały wykonane z materiału, jednak po mimo tego wyglądały niczym prawdziwe. Na krótkich rękawach znajdowały się kropelki rosy, która swym blaskiem przyćmiewała wszystkie kamienie szlachetne na tym świecie. Spojrzałam na swoje ręce, na jednym z nich widniał wytatuowany czarny wąż, który z otwartym pyskiem owinął się wokół nadgarstka, a na drugiej widniała złota, prosta bransoletka, którą dostałam od Calipso, to dzięki niej miałam na sobie tą sukienkę. Gdy usłyszałam wokół siebie czyjeś rozmowy, podniosłam szybko głowę i rozejrzałam się zdziwiona. Otoczona zostałam przez wianuszek ludzi, każdy ubrany w odzież zimową, grubą i ciepłą . Na początku, nie wiedziałam o co im chodzi, jednak po chwili gdy poczułam przenikliwie zimny wiatr na moich nagich ramionach zrozumiałam, że chodzi im o mój ubiór. Zaczęłam drżeć z zimna, gdy jeden z gapiów to zobaczył, zdjął swoją kurtkę i okrył mnie ją. Obcy uśmiechnął się do mnie oznajmiając:
-Jestem Amon. A ty, jak masz na imię?
-Annabell-Przyjrzałam się uważnie chłopakowi. Był ode mnie wyższy o głowę, kruczoczarne, krótko przystrzyżone włosy ukryte zostały pod wełnianą czapką. Grzywka nachodziła przybyszowi na kasztanowe oczy, od których biła życzliwość i dobroć. Chłopak był dobrze zbudowany, pod wełnianym golfem, mogłam bardzo dobrze dostrzec zarys mięśni. Amon, objął mnie delikatnie i poprowadził przez tłum do najbliższego sklepu. Gdy znalazłam się w pomieszczeniu, poczułam przyjemne ciepło, przez co na moją twarz sam wdarł się uśmiech. Spojrzałam na chłopaka i oznajmiłam:
-Bardzo dziękuje-Obcy jednak nic nie powiedział, zamiast tego poprowadził mnie do wnętrza pomieszczenia, po czym oznajmił:
-Wybierz sobie coś-Zarumieniłam się lekko oznajmiając:
-Nie mogę cię narażać na koszty-Na twarzy Amona zagościł przyjacielski uśmiech. Chłopak odpowiedział przyjaźnie:
-Jak już ci tak zależy, oddasz mi pieniądze później. Na razie muszę się tobą zająć, nie zostawię przecież samej dziewczyny, która została napadnięta- Że...co? Nie komentowałam tego, tylko wybrałam sobie czarne dżinsowe spodnie i fiołkowy wełniany sweter z wydzierganą białą śnieżką na piersi. Jako buty miałam czarne botki na nie wysokim obcasie. Gdy wyszłam z przymierzalni ubrana w nowy stój, Amon aż z wrażenia otworzył buzie. Zawstydzona spuściłam wzrok, nie wiedziałam jaka moda panuje między ludźmi, mogłam wyglądać głupio czy coś, jednak zamiast usłyszeć kpinę czy żarty skierowane w mój gust usłyszałam ciche:
-Piękna-Podniosłam wzrok zdziwiona, na co mój towarzysz spojrzał w innym kierunku. Podeszłam do niego i oznajmiłam z uśmiechem:
-Bardzo dziękuje to co dla mnie robisz- Amon tylko mruknął coś w odpowiedzi i ruszył ze mną do kasy, p odrodzę jeszcze ubrał mnie w fioletowo granatowy płaszcz, z kapturem wyszytym białym futerkiem. Gdy chłopak zapłacił wyszliśmy ze sklepu na zimny i mroźny dwór, jednak dzięki nowo nabytym ubraniom nie odczuwałam tak minusowej temperatury. Chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą przez tłum, zastanawiało mnie gdzie mnie prowadzi, jednak moje rozmyślania przerwało podziwianie otaczających mnie budynków. Witryny w sklepach przyozdobione były różnokolorowymi lampkami, reniferami i jakimś ubranym na czerwono pulchnym facetem. Gdy za którymś razem mijaliśmy tą nieznaną mi postać, zaparłam się nogami i zapytałam wskazując na witrynę:
-Kto to?-Amon spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma pytając z niedowierzaniem:
-Na prawdę, nie wiesz kto to jest święty mikołaj?-Pokręciłam przecząco głową, przeczuwając że powiedziałam coś bardzo niestosownego. Czarnowłosy, zaczął ciągnąć mnie dalej oznajmiając:
-Później ci wyjaśnię- Po paru minutach weszliśmy do kolejnego pomieszczenia, jednak w tym w porównaniu do wcześniejszego wyczuwało się zapach wypieków i kawy

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon
NewMooni
SOTT