sobota, 14 listopada 2015

Od Sebastiana c.d Marry

Ucałowałem delikatnie waderę, po czym spojrzałem jej w oczy. Gdyby zagłębić się w ich na pozór spokojnej tafli, można by było dostrzec kłębowisko ciekawości, zmartwień i wielu pytań. Uśmiechnąłem się do Marry i wyszeptałem:
-Jeśli masz jakieś wątpliwości, coś jest dla ciebie nie jasne albo chcesz coś wiedzieć to pytaj. Z największą przyjemnością odpowiem na każde pytanie które padnie z twych ust- Wadera zawahała się jednak po chwili zapytała:
-Opowiesz mi co się wydarzyło?-Chodziło jej pewnie o moje moce. Zaśmiałem się i zapytałem:
-Wolisz krótką czy długą wersje?
-Długą-Po chwili zastanawiania się jak to ująć w słowa zacząłem:
-Urodziłem się w kochającej rodzinie, miałem dwie starsze siostry Hinate i Kuniede. Pewnej nocy gdy wszyscy spali odwiedził nas zabójca z jakiejś watahy. Zabił całą moją rodzinę, jednak mnie pozostawił przy życiu. Pewnie nie chciał se brudzić rączek zabijając bezbronnego dwu miesięcznego szczeniaka. Gdy leżałem wycieńczony przy ciałach rodziców do jaskini zawitał demon, podszedł do mnie.. Chociaż się go bałem wstałem i osłoniłem moją martwą rodzinę oznajmiając ,,nie pozwolę zabrać ci ich dusz" Beleth spojrzał na mnie, chwycił mnie za kark i poniósł chen daleko. Tak stał się moim opiekunem. Na początku był oschły i gburowaty, jednak z upływem czasu traktowaliśmy się jak bracia. Beleth uczył mnie wszystkiego co miało mi się przydać w dorosłym życiu. Gdy skończyłem 2 lata nie opuściłem go. Sam nie wiem dlaczego. Przez całe moje życie ukrywaliśmy się, nigdy nie zostawaliśmy w jednym miejscu dłużej niż miesiąc. Robiliśmy to ponieważ inne demony chciały zabić mojego opiekuna za to że ich zdradził. Demony nigdy nie ratują życia one zabijają. Gdy miałem cztery lata nasi wrogowie odnaleźli naszą kryjówkę. Gdy dotarłem na miejsce nic nie mogłem zrobić by go uratować. Beleth ostatkiem sił powiedział mi co mam zrobić bym mógł się zemścić. Zrobiłem tak jak kazał i bum...jestem pół demonem. W porównaniu do prawdziwego demona nie zabijam wilków, mam też słabsze ciało i nie kontroluje w pełni swoich mocy.-Gdy skończyłem zorientowałem się że płakałem wtulony w futro Marry wadera głaskała mnie po grzbiecie bym się uspokoił. Po dłuższym czasie wyszeptałem:
-Jesteś pierwszą osobą której to opowiadam.-Otarłem łzy i uśmiechnąłem się lekko do wadery oznajmiając z pewnością:
-Przepraszam że musiałaś oglądać mnie w takim stanie, nie wiem co mi się stało-Uśmiechnąłem się i dodałem:
-Jeśli chcesz coś jeszcze o mnie wiedzieć to pytaj śmiało.-Marry jednak nie miała już żadnych pytać, albo nie chciała mi ich zadawać. Spojrzałem na kwiat, który jej podarowałem, roślina niestety traciła swoje piękne niebieskie płatki. Z minuty na minute było ich coraz mniej. Gdy ostatni płatek upał na ziemie, roślina zaświeciła lekko a naszym oczom ukazał się piękny szafirowy naszyjnik z wisiorkiem w kształcie czterolistnej koniczyny.
Poszedłem do biżuterii, zmieniłem się w człowieka i za piąłem na szyi wadery. Z uśmiechem oznajmiłem:
-Nie powiedziałem ci jeszcze ,że potrafię się zmieniać w człowieka-Szybko jednak wróciłem do swojej naturalnej formy, nie przepadałem za tą mocą, jednak w nie których sytuacjach jest bardzo przydatna. Gdy to uczyniłem ułożyłem się znów obok Marry oznajmiając:
-Pięknie wyglądasz z tym naszyjnikiem, podkreśla kolor twoich oczu

(Marry ? <3 )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon
NewMooni
SOTT