sobota, 14 listopada 2015

Od Sebastiana c.d Meliendore

Oburzony ruszyłem za demonem, jak on śmiał mnie ignorować. Po mimo rany w boku pobiegłem za Leorionem, który szedł spokojnie przed siebie ze szczeniakiem usadowionym na grzbiecie. Gdy dogoniłem ich w końcu oznajmiłem z perfidnym uśmieszkiem:
-Może to Mello wybierze gdzie chce iść. Jeśli nie spodoba mu się we watasze to pójdzie z tobą, a jak postanowi zostać to nie będziesz go powstrzymywać. Umowa stoi?- Zanim opiekun szczeniaka zdążył odpowiedzieć, wyprzedził go jego podopieczny:
-Jasne-Leorion nie był z tego zadowolony, jednak posłusznie zmienił kierunek swojego marszu. Uśmiechnąłem się i ruszyłem razem z nimi w stronę mojego domu. Liście już dawno opały ,przez co cały krajobraz nabrał dość surowego charakteru. Przez gałęzie pozbawionych listowia wyśmienicie było widać niebo, nie to co latem gdy kolor zielony przesłaniał widok. Nieboskłon był szarawy, nie to co wiosną błękitny . Z rozmyślań wyrwał mnie szept demona:
-Zobaczysz, zrobię wszystko by postanowił zostać ze mną-Nie wiedziałem dlaczego mój towarzysz mówi tak cicho, jednak gdy ujrzałem śpiącego Mello odszepnąłem:
-Ja tak samo. Przynajmniej w czymś się zgadzamy.- Po mimo iż nie dogadywaliśmy się najlepiej ciekawiła mnie osoba Leorio, nie spotkałem jeszcze demona takiego jak on. Nie mogłem być jednak pewny czy nie kłamał by mnie zbyć, jednak co jeśli okazało by się to prawdą?....Może to przez wychowanie demony stają się bezwzględnymi potworami, które karmią się cierpieniem i bólem innych, jeśli by tak było może dałoby się sprawić by tak nie było. Szliśmy w milczeniu przez parę godzin, żaden z nas nie miał ochoty na rozmowę, obaj tolerowaliśmy się tylko ze względu na Mello. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi zabarwiając niebo na kolory oranżu ,fioletu i różu, oznajmiłem:
-Czas na postój-Gdy wypowiedziałem ostatnią sylabę od razu usłyszałem jadowity głos demona:
-A co wilczek się zmęczył?-Mello, który obudził się jakiś czas temu oznajmił poważnie:
-Zachowuj się-Gdy Leorion usłyszał tą reprymendę momentalnie zamilkł chociaż widać było po nim że ma coś jeszcze do powiedzenia. Ułożyłem z liści dość sporych rozmiarów stertę, po czym ruszyłem poszukać gałęzi na opał. Gdy wróciłem Leorion i Mello nadal byli na miejscu, co muszę przyznać trochę mnie zdziwiło. Zamieniłem się w człowieka, chociaż nie przepadałem za tą mocą okazywała się w nie których sytuacjach bardzo przydatna, nigdy jednak nie interesowało mnie jak wtedy wyglądam Po paru minutach uderzania o siebie kamieniami, udało mi się rozpalić ognisko, dorzuciłem drew do ognia, po czym znów znajdowałem się w swojej naturalnej formie. Ułożyłem się na ziemi koło posłania Mello, które przygotowałem wcześniej, gdy przewróciłem się na bok, poczułem ból . Gdy tylko wrócę do watahy, będę musiał udać się do jaskini uzdrowiciela, chociaż mogłem załatwić to w inny sposób nie zamierzałem nikogo zabijać jeśli nie było to konieczne. Po dłuższym czasie udało mi się usadowić wygodnie, dzięki czemu udało mi się zasnąć

(Mello? ^)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon
NewMooni
SOTT