Oburzony ruszyłem za demonem, jak on śmiał mnie ignorować. Po mimo rany w
boku pobiegłem za Leorionem, który szedł spokojnie przed siebie ze
szczeniakiem usadowionym na grzbiecie. Gdy dogoniłem ich w końcu
oznajmiłem z perfidnym uśmieszkiem:
-Może to Mello wybierze gdzie chce iść. Jeśli nie spodoba mu się we
watasze to pójdzie z tobą, a jak postanowi zostać to nie będziesz go
powstrzymywać. Umowa stoi?- Zanim opiekun szczeniaka zdążył
odpowiedzieć, wyprzedził go jego podopieczny:
-Jasne-Leorion nie był z tego zadowolony, jednak posłusznie zmienił
kierunek swojego marszu. Uśmiechnąłem się i ruszyłem razem z nimi w
stronę mojego domu. Liście już dawno opały ,przez co cały krajobraz
nabrał dość surowego charakteru. Przez gałęzie pozbawionych listowia
wyśmienicie było widać niebo, nie to co latem gdy kolor zielony
przesłaniał widok. Nieboskłon był szarawy, nie to co wiosną błękitny . Z
rozmyślań wyrwał mnie szept demona:
-Zobaczysz, zrobię wszystko by postanowił zostać ze mną-Nie wiedziałem
dlaczego mój towarzysz mówi tak cicho, jednak gdy ujrzałem śpiącego
Mello odszepnąłem:
-Ja tak samo. Przynajmniej w czymś się zgadzamy.- Po mimo iż nie
dogadywaliśmy się najlepiej ciekawiła mnie osoba Leorio, nie spotkałem
jeszcze demona takiego jak on. Nie mogłem być jednak pewny czy nie
kłamał by mnie zbyć, jednak co jeśli okazało by się to prawdą?....Może
to przez wychowanie demony stają się bezwzględnymi potworami, które
karmią się cierpieniem i bólem innych, jeśli by tak było może dałoby się
sprawić by tak nie było. Szliśmy w milczeniu przez parę godzin, żaden z
nas nie miał ochoty na rozmowę, obaj tolerowaliśmy się tylko ze względu
na Mello. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi zabarwiając niebo na
kolory oranżu ,fioletu i różu, oznajmiłem:
-Czas na postój-Gdy wypowiedziałem ostatnią sylabę od razu usłyszałem jadowity głos demona:
-A co wilczek się zmęczył?-Mello, który obudził się jakiś czas temu oznajmił poważnie:
-Zachowuj się-Gdy Leorion usłyszał tą reprymendę momentalnie zamilkł
chociaż widać było po nim że ma coś jeszcze do powiedzenia. Ułożyłem z
liści dość sporych rozmiarów stertę, po czym ruszyłem poszukać gałęzi na
opał. Gdy wróciłem Leorion i Mello nadal byli na miejscu, co muszę
przyznać trochę mnie zdziwiło. Zamieniłem się w człowieka, chociaż nie
przepadałem za tą mocą okazywała się w nie których sytuacjach bardzo
przydatna, nigdy jednak nie interesowało mnie jak wtedy wyglądam Po paru
minutach uderzania o siebie kamieniami, udało mi się rozpalić ognisko,
dorzuciłem drew do ognia, po czym znów znajdowałem się w swojej
naturalnej formie. Ułożyłem się na ziemi koło posłania Mello, które
przygotowałem wcześniej, gdy przewróciłem się na bok, poczułem ból . Gdy
tylko wrócę do watahy, będę musiał udać się do jaskini uzdrowiciela,
chociaż mogłem załatwić to w inny sposób nie zamierzałem nikogo zabijać
jeśli nie było to konieczne. Po dłuższym czasie udało mi się usadowić
wygodnie, dzięki czemu udało mi się zasnąć
(Mello? ^)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz