Spojrzałem się na nowo przybyłą waderę z rozbawieniem. Patrzyła ona na
świat złotymi oczami. Za prawym uchem wystawało jej ciemne piórko. Na
jej pyszczku było kilka czarnych kresek, zdaję mi się, że blizny. Miała
beżową sierść, trochę jaśniejszą na szyi i klatce piersiowej, a jej łapy
były jasnobrązowe.
Wyglądała intrygująco. Po chwili lustrowania jej aparacji wzrokiem, ocknąłem się i zwróciłem do wadery :
- Hm, wyrosłem? No, może trochę. Najdziwniejsze jest to, że za
szczeniaka byłem śnieżnobiały, natomiast teraz mam sierść ciemną niczym
smoła. No, jestem Meliendore, ale nie lubię zbytnio tego imienia. -
powiedziałem ospale, nadal patrząc na wilczycę - A jak ty się nazywasz?
- Mavis - przedstawiła się krótko.
Nagle, coś zaszeleściło w kszakach blisko nas. Usłyszaliśmy dźwięk
łamanej gałązku, po czym rozbrzmiał szelest wysuszonych, jesiennych
liści. Wadera napięła mięśnie i przygotowała się do szybkiego
reagowania, na wypadek, gdyby to był wróg. Na jej miejscu zrobiłbym to
samo, ale domyślałem się, kto to może być.
- Leorio, wyłaź z tych krzewów - zwróciłem się w stronę odgłosu z westchnieniem.
Po chwili ciszy, demon niechętnie wyszedł ze swojej kryjówki oburzony.
- Coś Ci nie wyszło to szpiegowanie - zaśmiałem się.
- A to kto? - zapytała się zaciekawiona wadera z uśmiechem.
Już otworzyłem pyszczek, aby odpowiedzieć, ale już ktoś mnie wyprzedził.
- Leorion, demon, sługa i towarzysz. Do usług - skłonił się nisko przed Mavis z figlarnym uśmieszkiem.
- No...właśnie - przytaknąłem.
< Mavis? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz