To był zwykły niczym nie różniący się od pozostałych dni dzień,tak samo
jak każdego dnia rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca,po woli
otworzyłam jeszcze zmęczone oczy rozglądając się po jaskini w której
znajdowałam się co dzień, monotonia życia po woli zaczęła mnie dołować,
każdego dnia robiłam to samo, każdego dnia wstawałam by być, żyłam by
żyć czułam się jak więzień własnego ciała,tak samo jak każdego dnia
wyszłam z jaskini, by .... yh sama już nie wiem po co, sama nie
wiedziałam czy tego właśnie chcę, zastanawiałam się nad sensem swego
życia.
Co dzień patrząc na swoje odbicie miałam wrażenie, że ta osoba w odbiciu
to tak na prawdę nie ja, może wydawać się to dziwne jednak taka jest
prawda,ja nie tylko czułam się jak wiezień, można rzec że nawet nim
byłam, może i nie było to widoczne jednak ja czułam to z dnia na dzień
coraz mocniej.
Dzisiejszego dnia tak samo jak poprzedniego ruszyłam nad jezioro,
lubiłam tu przychodzić może dla tego,że to miejsce stawało się już dla
mnie magiczne, to przy nim zdarzyło mi się wiele fantastycznych
przygód,spojrzałam w swoje odbicie cicho wzdychając, to właśnie tu
siedziałam do samego wieczora myśląc nad sensem swojego już bez
sensownego życic.
Księżyc był dziś w pełni wyglądając tak wspaniale, podobał mi się kusząc
swoim urokiem, z nieba po woli i samotnie zaczęła spadać jedna samotna
gwiazda, uśmiechnęłam się patrząc na nią, a z moich oczu popłynęły łzy,
pewnie zastanawiacie się dla czego co takiego wydarzyło się właśnie
teraz, to nie jest z byt skąp likowana odpowiedz, widząc samotną gwiazdę
widzę siebie,całe moje życie które spędziłam samotnie, wszystko powraca
jak zły koszmar.
Gwiazda spadła opuszczając niebo, coś natchnęło mnie by pobiec w jej
stronę, ruszyłam do lasu szukając gwiazdy, dobrze wiedziałam że nie
mogłam jej znałeś, jednak coś kazało mi iść dalej i wciąż dalej, nie
opierałam się biegnąc przed siebie, to właśnie tej nocy z jednej strony
spodlało mnie coś niesamowitego, a z drogiej można rzec że był to mój
największy koszmar.
Zatrzymałam się w lesie rozglądając po okolicy, wszędzie było ciemno,
cicho i tak przerażająco, postanowiłam iść przed siebie szukając wyjścia
z tego lasu, jednak idąc dalej miałam, wrażenie że oddalam się od
watahy, miast być coraz bliżej ja byłam wciąż dalej, w tedy na swej
drodze spotkałam chłopaka który widząc mnie od razu podszedł do mnie
przyglądając mi się.
-Co tu robisz ? jesteś tu sama ? a może zgubiłaś się ? ... pytał tak jak
by myślał że ma szanse zrozumieć moją odpowiedz, cofnęłam się jedynie
przyglądając się mu.
-Nie bój się mnie, pomogę ci daj tylko swoją dłoń ... szepnął uśmiechając się.
Uniosłam łeb do góry patrząc na niego, jak na trochę nie z byt normalnego człowieka.
-Mówisz do mnie tak jak być, wiedział ż możesz mnie zrozumieć .... mruknęłam siadając na ziemię.
-Tak właściwie to mogę cię zrozumieć .... odpowiedział spokojnie uśmiechając się.
Spojrzałam na twarz chłopaka byłam bardzo zaskoczona od razu podeszłam do niego.
-Jak, jak możesz mnie rozumieć ? ... zapytałam zaskoczona.
-Normalnie,zaufaj mi a coś ci pokarze ... powiedział wyciągając swoją
dłoń do mnie, na początku nie zbyt pewna przyglądałam się jego dłoni,
zastanawiając się czy mogę mu zaufać, by następnie po dłuższej chwili
podać mu ją, to właśnie w tedy stałam się kimś kim nigdy nie chciałam,
nie wiem jak to zrobił ale dziwnym trafem moja osoba stała się
człowiekiem,księżyc zaczął świecić jeszcze mocniej niż przedtem, oczy
chłopaka zmieniły się, a już po chwili stałam przed nim w ludzkiej
postaci, miałam długie białe jak śnieg włosy i bladą twarz jak śnieżka.
Patrzyłam na mężczyznę wystraszona oraz załamana, nie chciałam stać się
człowiekiem, bo tego bałam się najbardziej, byłam wilkiem i chciałam by
tak pozostało,jednak jak widać życie płata nam niesamowite figle,
układając i bawiąc się naszym życiem po swojemu, zacisnęłam zęby
powstrzymując łzy które chciały napłynąć do moich uszu zapytałam się go
dla czego to zrobił, jednak ten chyba nie miał zamiaru mi
odpowiedzieć,złapał mnie za nadgarstek wpychając do jakiegoś pojazdu,
wystraszona najpierw chciałam krzyczeć, jednak po chwili uświadomiłam
sobie że to nie ma sensu, milczałam więc dusząc strach, gniew i smutek w
sobie.
Chłopa zawiusł mnie do jakiegoś dziwnego miejsca, stanął przed braną
każąc mi wyjść, nie mając nic do stracenia robiłam wszystko czego
chciał, po woli jednak nie zbyt ufnie wyszłam z auta podchodząc do
niego, chłopak złapał mnie za nadgarstek ciągnąc do dziwnego zamku.
Następnie wpychając mnie do niego,sam jednak nie wszedł uśmiechając się
kpiąco do mnie, po chwili rzucił mi jakieś urzondzenie przed nogi
mówiąc.
-W razie potrzeby dzwoń, chodź nie wiem czy będzie ci to potrzebne....
powiedział patrząc na mnie, chciałam mu coś odpowiedzieć jednak ten
jedynie zamykając wielkie wrota chyba odchodząc.
~Zniknął i zostawił mnie tu samą ... pierwsze co przyszło mi do głowy
gdy rozejrzałam się po pomieszczeniu, jednak coś nie dawało mi spokoju, w
zamku roznosił się zapach, nie był to zapach jedzenia wręcz przeciwnie
miałam wrażenie,że w pomieszczeniu jest pełno krwi, wiem wiem, to może
wydać się dzine jednak całe te pomieszczenie było dziwne, a zapach
unosił się po całym zakmu, po woli ruszyłam przed siebie rozglądając się
po wielkich pomieszczeniach,zamek musiał mieć ze sto lat, poniewasz był
bardzo stary i zniszczony,wszędzie było ciemno no prawie, dopiero teraz
zauwarzyłam,że w jednym pokoju świeci się sama nie wiem może świeca a
może nie, postanowiłam wejść tam by sprawdzić czy może, jakiś człowiek
nie siedzi tu umierając, weszłam do pokoju rozglądając się, to właśnie w
tedy na kanapie ujrzałam leżącego chłopaka, szybko podeszłam do niego
pytając czy żyje chłopak nie zareagował więc delikatne dotknęłam jego
klatki,dziwne lecz miałam wrażenie że on nie oddycha, co za tym idzie
nie żyje, wciągnęłam z kieszeni owy przedmiot, który dostałam od tamtego
chłopaka, chciałam go użyć lecz chłopak leżący na kanapie złapał za
niego patrząc na mnie, nawet nie wiecie jak zdziwiona i wystraszona była
moja twarz gdy złapał mnie za ręce popychając na łóżko, moje serce
waliło a on drwił zemnie uśmiechając się wrednie.
-Zaopiekuję się tobą .... szepną mi do ucha oblizując wargi, po chwili
poczułam jak jego język dotyka mojej szyi, wystraszona nie wiedziałam co
mam robić, zaczęłam szarpać się i wyrywać, chłopaka najwidoczniej
bawiło to co robię bo śmiał się, nie wypuszczając mnie z pułapki.
Nagle nie wiadomo skąd pojawił się jeszcze jeden chłopak, którego
imienia nie znałam, jednak mogłam usłyszeć imię mojego oprawcy zwał się
Akato dziwne imię jednak tak go nazywali, chłopak dopiero w tedy puścił
mnie, w tym momencie dowiedziałam się że jest on młodszym bratem Riuko.
Riuko to chłopak który przyszedł przed chwilą zwracając bratu uwagę na
jego nie zbyt odpowieziale i nie zby mile zachowanie, dopiero w tedy
mogłam być wolna, chciałam uciec stamtąd jednak ni wiedziałam jak,nie
znałam drogi ucieczki patrzyłam na tą dwójkę mając ochotę uciec gdzie,
pieprz rośnie, Riuk rozkazał mi iść za sobą, tak też postąpiłam byłe by
najdalej od Akato.
Jednak i on postanowił być przy rozmowie z jego starszym bratem.
Riuk przedstawił się chcąc dowiedzieć się kim jestem, i co robię w tym dziwnym miejscu.
-Ja .... zaczęłam jednak nie dane było mi dokończyć gdyż obok mnie
pojawił się jeszcze jeden chłopak który gadał od rzeczy, jednak nie to
było najgorsze, nie rozumiałam dla czego polizał mnie po policzku mówiąc
o tym jak smakuje, w tedy za mną znów pojawił się inny chłopak i
któremu również zachciało się polizać mnie w policzek, wystraszona
zakryłam się rękami nie rozumiejąc o co im chodzi, czy chcieli bym była
ich zabawką, a może bawiło ich, to że nie wiem co się dzieje.
Najstarszy z tej czwórki zwrócił uwagę całej reszcie, w tedy również
dowiedziałam się,że ta czwórka to rodzeństwo, nie spodziewałam się tego,
no niby i dwóch z nich było podobnych do siebie, jednak tylko dwóch, a
było ich czterech, może byli przyrodnimi braćmi w końcu to nic złego.
Najbardziej jednak dziwiła mnie reakcja i gadka Akato, który myślał
sobie że teraz zostanę jego własnością, nie doczekanie jego, nie jestem
zabawką i nie jestem rzeczą, nie pozwolę się mu tak traktować,może i
byłam delikatna, słaba i bardzo naiwna jednak, umiałam odróżnić rzecz od
istoty żyjącej, jak widać oni niestety nie potrafili tego robić, bo
kłócili się o mnie jak o mięso.
Tak jak bym nie żyła, chodź stałam przerażona patrząc na nich, bałam się
odezwać, bałam się ruszyć, nie wiedziałam czy chcę tu stać, po prostu
moje ciało zamarzło oczy wiście nie dosłownie.
Zastanawiałam się teraz co dalej zemną będzie, czy przeżyję, czy zostanę
uwolniona, czy może zabiją mnie, tyle myśli nasuwało mi się na myśl, a
najgorsze jest to,że nie mogłam poznać odpowiedzi, na chodź by jedno z
nich.
CDN

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz