piątek, 13 listopada 2015

Od Vincenta do Mavis

Obróciłem się w stronę jaskini-niemal widziałem pozostawione w niej napięcie, które i tak postanowiło powłóczyć się za nami. Nie sądziłem, że takie pytanie może wywołać jakże potężną konsternację. Myślałem, że odpowiedź Mavis nie tknie mnie na tyle bym zamilkł. Spodziewałem się wielu rzeczy, nawet dziwnych i niezrozumiałych dla mnie wyznań. Temat miłości był dla mnie kwestią trudną do rozmowy. Dla Mavis najwidoczniej również.
Kroczyliśmy w milczeniu, pozwalający by wilgotna gleba subtelnie pluskała pod naszymi łapami. Szedłem tuż za Mavis mając nadzieję, że wadera miałaś jakiś konkretny punkt docelowy, choć gdy spoglądałem na łapy towarzyszki dostrzegłem, iż krok ma nieco opieszały i niepewny. Szła byle dalej. Obydwoje mieliśmy zszargany humor. Mogłem trzymać język za zębami…
Delikatna mżawka nieśpieszna była w uczynieniu naszych futer na powrót mokrymi. Krople subtelnie wnikały między moje szare włosie. Były chłodne, o orzeźwiającym zapachu jesiennego deszczu. Zwilgłe liście przywierały do naszych łap. Zadrżałem. Powietrze nadal było oziębłe. Kichnąłem, zarzuciwszy łbem jakby do ucha wtargnęła mi biedronka; na samą myśl o owadzie przeszedł mnie dreszcz.
-Wszystko okey? – zapytała Mavis, zerknąwszy na mnie przez ramię.
-Tak, tak. – przetarłem nos mokrą łapą; deszczówka przeskoczyła z sierści na nozdrza, łaskocząc jeszcze bardziej. Kolejne kichnięcie. – Oh… mówiłaś, że się przeziębię.
Nie odpowiedziała. Tylko mruknęła coś i kontynuowała spacer. Z wzrokiem wbitym w ziemię, szedłem dalej. Rozmyślałem. O zaistniałej sytuacji. Czego ona się wstydzi, czego ja się boję? Miłość… jedyna miłość, którą doświadczyłem została brutalnie odebrana przez te bestie-Waru. Ale to ja zgasiłem skierkę, tlącą się w sercu mej umierającej matki. Uczyniłem to by nie cierpiała dłużej. Wiedziałam, że nie ma mi tego za złe, że bogowie mnie nie potępili, jednak nadal czułem ucisk w piersi, gdy tylko myślałem o niej. Niedawne wspomnienie obrazu wadery w siedzibie Cruela nadal krążyło mi w umyśle. Oto przyczyna: boję się pokochać w obawie, iż utracę osobę ów miłością obdarzoną. Chyba każdy się tego obawia. Lecz u mnie strach ten wydaje się zbyt zaogniony. Nie potrafię go opanować. A Mavis? Podniosłem wzrok, spoglądając na bezowy ogon towarzyszki, falujący w rytm kroków. Ewidentnie nie było skłonna do rozmowy. Może ją też spotkało coś podobnego. Ożywiłem się trochę. Chciałbym z kimś pomówić o mojej przeszłości. Myślę tą umacniał fakt, iż o Mavis dowiedziałem się nieco więcej niż inni. Łączyła nas wspólna przygoda, która umocniła i uczyniła przyjaciółmi. Czemu ona wiedziała tak mało?
-Mavis… - mruknąłem, nim pomyślałem, co powiem; to był impuls.
Wilczyca odwróciła się, w widząc, że stoję również się zatrzymała.
-Tak?
Milczałem. Tak jak w grocie zaległa nad nami chmura ciszy i skrępowania. Usiadłem. Rozglądałem się wokół, uciekałem wzrokiem. Mavis nie czuła się pewnie-położyła uszu, zwiesiła ogon. ”Przyjaźń polega na zaufaniu”- mówił głosik w mej głowie. – „Nie bój się jej zaufać. Powiedz.”. Nie cierpiałem drania. Jednak skłonił mnie do splecenia zdania:
-Mogę ci coś powiedzieć?
Opieszały krokiem zbliżyła się do mnie. Również usiadła. Mokra gleba i zmiękłe liści zdawały się nie istnieć.
-Tak… - chyba sama nie była pewna.
Ja też nie byłem pewien. Czy mogę obarczać ją ciężarem mojej przeszłości, moich sekretów? Czy mam prawo dzielić się czymś, co być może nieodwracalnie zniszczy więź? Czułem, że muszę… że chcę. Zaufam Mavis w pełni. A ona zaufa mnie. Więc zacząłem mówić. O szczenięcych latach, gdy żyłem sam z mamą. O nie raz samotnie przeżytych dniach. O dorastaniu z dala od innych. O ucieczce i w końcu o walce z Waru. Jednak, gdy miałem wyznać Mavis akt Furii i odebranie mamie życia-po prostu zamilkłem. Milczała. Ja również. Trwałem z głową opuszczoną, spoglądając na ciemnobeżowe łapy wadery. A gdy podniosłem wzrok napotkałem złote ślepia Mavis. Nie potrafiłem z nich nic wyczytać.
-Chciałem po prostu, abyś wiedziała. – szepnąłem.
<<Mavis? Ta ciężka atmosfera gniecie mi kręgosłup 3; >>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon
NewMooni
SOTT