Minął już tydzień od dnia w który spotkałam moją starsza siostry.
Zaprzyjaźniłam się z nią, chodź nie znałyśmy się wcześniej, od razu
umiałyśmy się ze sobą dogadać,to tak jak byśmy miały identyczne dusze,
jednak nie do końca tak było, patrząc na nią widziałam naszą matkę tak
samo jak mama, Annabell chyba cierpiała na rozdwojenie.
Chodź sama nie wiem czy można nazwać to czymś złym, miała w sobie po prostu coś jeszcze, jak dla mnie było to wyjątkowe.
Siedziałam z Annabell na pięknej łące, patrząc w nie znany punkt.
Wadera milczała, może jeszcze nie przywykła do mojego towarzystwa.
Patrzyłam na nią milcząc, nie wiedziałam co powiedzieć, ale ta cisza.. denerwowała mnie.
Postanowiłam w końcu ją przerwał, otwierając swój pyszczek.
-Annabell mogę cię o coś zapytać ? - zaczęłam grzecznie.
-No jasne, pytaj o co chcesz .
-Wież, dla czego oni cię zostawili ?
-Mówisz o naszych rodzicach ? - dopytała by się upewnić.
-Tak, właśnie o nich.
-Wież, chyba uważali mnie za najsłabszą z miotu.
-Co ? i dla tego cię zostawili ? - zapytałam zaskoczona.
-Tak, właśnie dla tego.
-Ale, ale przecież ty jesteś ... no przecież jesteś ślina.
-Teraz tak, ale to było kiedyś.
Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem pytając.
-Byłaś sama ? .... czy ktoś cię przygarną ? - zapytałam grzecznie.
-Ludzie mnie znaleźli, następnie zabrali do ośrodka badawczego.
-Mówisz poważnie ?
-Tak.
-Co z tobą robili ?
-Najpierw opiekowali, dopiero gdy miałam 6 miesięcy, zaczęli przeprowadzać na mnie drobne badania.
-Badania ?
-Tak, badania.
-Mogę wiedzieć jakie to badania ? - zapytałam ciekawa
Annabell ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz